W cichym śnie spocznij już…

WPIS POCZYNIŁ: Redaktor Wallson | DATA: 27 Październik 2014 | Liczba Komentarzy do tego wpisu: 1

Zbliża się 1 listopada, dzień w którym odwiedzimy swoje rodzinne groby, ale również będziemy wspominać najbliższych nam harcerzy którzy odeszli niestety na wieczną wartę, hen daleko gdzieś na połoniny niebieskie. Jak co roku (około godziny 16:00) honorowa warta stanie przy grobie nieodżałowanego drużynowego 77MDH phm. Roberta „Wodza” Komonia, równolegle nasi harcerze podejmą wartę przy grobie hm. Henryka Godlewskiego „Godlesia”.

hm Henryk "Godleś" Godlewski

hm Henryk „Godleś” Godlewski

Blisko rok temu odszedł od nas hm. Henryk Godlewski, chyba najbardziej zasłużony instruktor Hufca ZHP Żyrardów, pionier harcerstwa na terenie Żyrardowa. Hm Henryk „Godleś” Godlewski był osobą szczególnie ważną dla 77 Mazowieckiej Drużyny Harcerskiej, gdyż to za jego sprawą w roku 1984 została reaktywowana historyczna, przedwojenna żyrardowska drużyna – 77 MDH. To na jego wsparcie po reaktywacji mógł liczyć nowy drużynowy naszej drużyny – phm Witold Urbański, a następnie phm Robert „Wodzu” Komoń. Godleś był dla wszystkich zasłużonych harcerzy 77MDH ikoną przedwojennego harcerstwa, mentorem, harcerskim wzorem do naśladowania. Mimo różnych represji władz komunistycznych, zawsze wpajał w swoich harcerzy przedwojenne wzorce, a harcerze którzy za sprawą hm Henryka Godlewskiego składali przyrzeczenie harcerskie, zawsze przyrzekali „całym życiem pełnić służbę Bogu i Polsce” a nie „pracować dla dobra Ojczyzny i sprawy socjalizmu”. Życie „Godlesia” nie było usłane różami, na początku lat 50tych XX wieku, za swoją działalność w strukturach harcerskich został skazany na dwa lata więzienia, które zostały zamienione na dwa lata ciężkich robót w kopalni. W ostatnich latach nie udzielał się w życiu harcerskim, jak to mówił „pozostawiając pole do popisu dla młodych instruktorów”, zawsze można było jednak liczyć na jego wsparcie czy wielkie doświadczenie harcerskie.Garść wspomnień hm Henryka „Godlesia” Godlewskiego o 77MDH i przedwojennym harcerstwie udało się zarejestrować kamerą w lutym 2012 roku podczas przemiłej wizyty przy kawie i herbacie w Jego domu.

.

.

Robert Komoń "Wodzu" - 77 Mazowiecka Drużyna HarcerskaKto znał „Wodza” – jak mówili o Nim Jego harcerze lub „Kobosa” czy „Robsona” jak do Niego zwracali się starzy kumple, instruktorzy Jego pokolenia, ten wie, że był prawdziwym skautem. Do współczesnego harcerstwa odnosił się z dystansem– uważał je za zbyt zbiurokratyzowane, odległe formą od prawdziwego skautingu, którego ideom był całkowicie oddany. Jego idolem był bowiem założyciel skautingu Robert Baden-Powell, którego śladami wiecznie podążał.

Jego żywiołem był las. Zabierał swoich harcerzy na obcowanie z naturą w oryginalnym, skautowym wydaniu – uczył młodzież sztuki przetrwania w leśnych ostępach, z nadzieją, że zawsze będą sobie umieli poradzić w trudnych warunkach. Organizował obozy, biwaki, rajdy, złazy, manewry, gry terenowe, biegi patrolowe. Był bardzo wymagający, dbał o dyscyplinę. „Nowym” przychodzącym do drużyny stawiał wysoko poprzeczkę. Nie wszyscy byli w stanie przejść tę próbę, ale Ci którym się udało zostali w drużynie ponad 20 lat. Sam granatowy sznur 77MDH nosił bardzo długo… 27 lat to szmat czasu, podczas którego poświęcił naprawdę wiele czasu i energii, aby być dobrym drużynowym. Wszystko układało się świetnie, aż do momentu kiedy zupełnie niespodziewanie został przerwany Jego niesamowity życiorys. Ci z harcerzy 77MDH którzy pamiętają „Wodza” nigdy chyba nie uwierzą w jego odejście… ot Jego kolejny żart, z których był znany. Człowiek którego życie stanowiło 1/3 historii harcerstwa wydawał nam się przecież niezniszczalny.

Flash required
  1. Byku napisał(a):

    Pamiętam Go doskonale Czuwaj Druhu!!